Malarstwo gotyckie ma swój wymiar techniczny i stylistyczny.
W zakresie technik wykonawczych było ono realizowane jako malarstwo książkowe (iluminatorstwo), malarstwo na szkle (witrażownictwo), malarstwo ścienne (freski) i stanowiące rozwinięcie malarstwa ściennego malarstwo tablicowe.
W zakresie stylu malarstwo gotyckie rozwinęło, a następnie przełamało tradycję malarstwa bizantyjskiego, wypracowało własny język formalny i kilka odrębnych szkól regionalnych, upowszechniło się w całej Europie w postaci gotyku międzynarodowego, a następnie dziełami Masaccia (kaplica Brancacci we Florencji) przygotowało nadejście i rozkwit sztuki renesansowej.
PRZEMIANY STYLISTYCZNE
Początek malarstwa gotyckiego wyznaczają przedstawiciele dwóch szkół: Cimabue (1240–1302) z Florencji, Duccio Buoninsegna (1255–1319) z Sieny i ich najwybitniejszy następca Giotto di Bondone (1266-1337).
Florentczyk Cimabue był jednym z ostatnich spadkobierców tradycji sztuki bizantyjskiej (był nie tylko malarzem ale i twórcą mozaik), a jednocześnie pierwszym artystą proto-renesansowym, zrywającym z hieratyczną sztuką Rawenny. Jego sztuka jest zamkniętą całością i nie miałaby ciągu dalszego, gdyby nie fakt, że jego uczniem był Giotto.
Giotto pozostawił po sobie dwa ogromne dzieła: rozpoczęty jeszcze przez Cimabue cykl fresków w bazylice św. Franciszka w Asyżu (prawdopodobnie kolektywna praca licznych artystów) i niewątpliwym własne freski w kaplicy Scrovegnich w Padwie.
Jednak artysta stał się – na własne nieszczęście – symbolem gotyku, a nieustający zachwyt nad jego malarstwem budzi obawy, czy aby jest autentyczny. Giotto był geniuszem niewątpliwym, ale stworzył również dzieła słabsze, na tle których dzieła genialne błyszczą tym intensywniej. Świadomość, że nie wszystko co namalował jest genialne wcale nie musi psuć obrazu całości. Z jednej strony bowiem są wśród malowideł Giotta takie perły, jak pojedynek na spojrzenia Chrystusa i Judasza z lat 1304-1306 (i jest to jedna z niewielu psychologicznych „interakcji” w całej historii malarstwa), ale jest i namalowany kilka lat później krucyfiks z Rimini (1310-1317), nie wytrzymujący w żadnym wymiarze porównania z przejmującym, a namalowanym 30 lat wcześniej krucyfiksem Cimabue z kościoła Santa Croce we Florencji.
Niemal rówieśnik Cimabue, Duccio Buoninsegna był założycielem szkoły sieneńskiej i podobnie jak Cimabue, reformatorem stylu bizantyjskiego, który wzbogacił, podkreślając psychologiczną charakterystykę postaci i stosując delikatniejsze od florenckich środki artystycznego wyrazu (kolor zamiast konturu). Duccio miał licznych następców, a następne pokolenie malarzy sieneńskich (Simone Martini 1284-1344, Ambrogio Lorenzetti 1290-1348, Pietro Lorenzetti 1300-1348, Lippo Memmi 1291-1356) stworzyło kanon stylu gotyckiego.
Najsłynniejszy z nich Simone Martini wypracował styl malarstwa gotyckiego w najczystszym wydaniu – odmiennie od trzeźwej monumentalności sztuki florenckiej podkreślał miękkość modelunku, płynność linii i dworską elegancję. Martini wywarł ogromny wpływ również poza granicami Włoch, stając się od 1317 r. nadwornym malarzem francuskiego władcyNeapolu Roberta I Mądrego (Anjou), a od 1340 r. malarzem na dworze papieskim w Awinionie.
Własne preferencje stylistyczne Martiniego oraz wpływ gotyku francuskiego doprowadziły do wypracowania tzw. gotyku międzynarodowego, który stał się popularny w niemal całej Europie, przede wszystkim dzięki kontaktom między dworami ówczesnych władców Francji, Niemiec i Czech. Styl ten charakteryzuje niemiecka nazwa - styl miękki (Weicher Stil), a jego cechy najlepiej widoczne są w dziełach ostatnich przedstawicieli, Gentile da Fabriano i Sassetty, tworzącego aż do połowy XV w.
Byż może dlatego, że to w ośrodku sieneńskim powstał najczystszy styl malarstwa gotyckiego, dokonanie przełomu stało się udziałem malarzy szkoły florenckiej (Sieneńczycy byli na to zbyt eleganccy). Przełom ten przygotowała sztuka pozostającego jeszcze w konwencji gotyku międzynarodowego Masolino da Panicale 1383-1468 i jego ucznia Masaccia 1401-1428. Masaccio jest autorem fresku Trójcy świętej w kościele Santa Maria Novella we Florencji, w którym po raz pierwszy zastosowano prawidłowo wykreśloną perspektywę zbieżną (podobno jej autorem był Brunelleschi), ale najważniejszym jego dziełem jest – wykonana wspólnie z Masolino – dekoracja florenckiej kaplicy Brancacci.
Freski Masaccia, eksponujące realistycznie przedstawioną anatomię, a w wymiarze psychologicznym eksponujące autentyczne cierpienie i rozpacz, stały się wzorem malarskiej doskonałości dla niemal wszystkich artystów renesansowych, którzy podobno tłumnie odwiedzali kaplicę, podziwiając nie tyle warsztatowe mistrzostwo Masaccia, co jego unikalną, nie spotykaną wcześniej wizję sztuki.
Freski Masaccia w kaplicy Brancacci kończyły długą historię włoskiego malarstwa średniowiecznego rozpoczętą ponad sto lat wcześniej dziełami Cimabue, Duccia i Giotta. W tym samym czasie w Niderlandach dojrzewała zupełnie inna szkoła malarskiego myślenia. Nie miała ona zaplecza w postaci wielkiej tradycji antycznej obydwu cesarstw, niewiele wiedziała o freskach Rawenny i bizantyjskich ikonach, rozwijała się z dala od stolicy papieskiej, za to w bliskim kontakcie z północnoeuropejską rzeźbą gotycką i w społeczeństwie, które w stosunkowo niedalekiej przyszłości miało stworzyć fenomen północnoeuropejskiego mieszczaństwa, z jego reformacyjną zapobiegliwością, wstrzemięźliwością i uporządkowaniem.
O ile malarstwo włoskie w swoim procesie rozwojowym wzbogacało się o tkwiącą w jego tradycji tematykę mitologiczną, to wczesne malarstwo niderlandzkie, takiej tradycji nie mając, mogło łączyć tylko znane sobie światy – świat chrześcijańskiej duchowości (w surowym, północnym wydaniu) i krzątaninę wokół detalu mieszczańskiej codzienności (charakterystyczną dla średniowiecznego społeczeństwa cechowego). Jeśli w malarstwie niderlandzkim postępował proces zbliżania się tych dwóch światów, to polegać musiał z jednej strony na nadaniu mistycznego wymiaru elementom codzienności, z drugiej zaś na uczłowieczeniu transcendencji. Ziemskie postaci zyskiwały nieziemski wymiar, pobliski pejzaż, brzeg rzeki, zamek i miejska ulica wypełniały bez reszty niderlandzki mikrokosmos, tym samym przestawały być mikrokosmosem, stając się podstawowym budulcem rzeczywistości. Sekularyzacja sacrum i sakralizacja profanum to dwa wektory, które złożyły się na późniejsze malarstwo rodzajowe, pejzażowe i wspaniały rozkwit martwej natury, która jednak, w odróżnieniu od martwej natury południa Europy, nigdy nie była prostym zestawieniem pięknych przedmiotów. Było w niej zawsze coś więcej, czego nie było w sztuce południa – zawsze bardziej egzaltowanej, ale i bardziej powierzchownej.
Pejzaż średniowiecznego miasta na obrazie Madonna kanclerza Rolin Jana van Eycka namalowany jest z większą starannością, niż wszystkie wcześniejsze przedstawienia raju razem wzięte, ale twarz kanclerza Rolin nie jest twarzą człowieka zatopionego w modlitwie.